Jakiś czas temu wymyśliłem sobie, że pojedziemy śladami Bravehart i Harrego Pottera do północnej Szkocji. Oczywiście niespodzianka miała być dla Małgosi i ogólnie super temat tak zwiedzać ten przepiękny kraj.
Zaczęliśmy od fabryki VW, a w zasadzie muzemum w Wolfsburgu, lecąc z Poznania naszą Super Tenerką z nadzieją patrzyliśmy w najbliższą przyszłość. Spotkanie nowych znajomych w Rotterdamie, dalej prom do Hull i wizyta w Edynburgu. Oczywiście po drodze atrakcje takie jak Rosslyn Chapel czy Melrose Abbey. Radocha i podniecenie nie do ogarnięcia.
Dojechaliśmy do stolicy i biegiem na zwiedzanie miasta, w którym historia jeszcze pewnie pamięta „pokojowo nastawionych” Vikingów. Super widoczki, zamczysko na skale i nawet kawałek akropolu. No po prostu bajkowo.
I tu kończy się wspanale rozpoczęta trasa motocyklowa dla nas i naszej Tenery, a zaczyna nieprzyjemna akcja, której padamy ofiarami.
Nasz przewodnik dostaje telefon z hotelu z informacją, że coś dzieje się z motocyklami. W pośpiechu wracamy i zastajemy puste miejsce na parkingu po naszym motocyklu oraz przewrócone inne maszyny kilku uczestników tripu.
Szok i niedowierzanie zamaskowałem jakimś dziwnym brakiem przejęcia, chyba trochę dla własnego spokoju ale bardziej dla spokoju Małgosi. w sumie ktoś musiał być twardzielem w tym czarnym momencie.
Policja, zeznania, krótka notka i film pełnometrażowy z monitoringu jak Wee Rats, jak ich nazywają w Szkocji, wypychają naszą Tereskę z parkingu i pchają dużym elektrycznym rowerem w nieznane.
Jak się okazało to norma w Szkocji. kradzieże, wandalizm, podpalenia maszyn lub topienie ich w rzece, ale o tym dowiedzieliśmy się z mediów społecznościowych już po fakcie.
Wydaliśmy sporo kasy na zorganizowaną wycieczkę, na powrót do domu, walizki na ciuchy i kaski, i ogólnie wakacje odjechały w drastyczny sposób ale wróciliśmy cali i zdrowi do domu.
Piszę o tym, żeby Wam opowiedzieć co nas spotkało w kraju, wydawało by się, cywilizowanym jednocześnie pięknym i pełnym fascynujących miejsc do zwiedzenia.
Finalnie jeszcze w drodze do domu nagłośniliśmy sprawę i maszyna się odnalazła po miesiącu. Nie wiem dokładnie jak i kiedy to się stało ale znaleziono ją w Aberdeen z uszkodzoną instalacją, blokadą kierownicy, stacyjką i innymi drobnymi uszkodzeniami. Poturbowana po wizycie na Wyspach.
Odkupiłem ją od Hestii, bo taka była procedura i sprowadziłem do Polski dzięki uprzejmości kolegów z grupy Yamaha Super Tenere w Szkocji. Trochę to trwało ale po około 5 miesiącach wróciła do domu. Bardzo chciałem ją odzyskać i otworzyć taką działalność wynajmu motocykli dla dobrych ludzi :). Ostatecznie cieszy się już nią inny miłośnik ST1200, a my jeździmy Tygrysem.
Wam, życzę aby nic takiego Was nie spotkało. My zaczęliśmy od nowa rok temu i startujemy z fajnymi projektami dla motocyklistów. Przede wszystkim sklep dla podróżników, wynajem motocykli dla rozsądnych riderów i pakiety podróżne chroniące Was przed takimi nieszczęściami jakie nas spotkały po kradzieży.
Do zobaczenia u nas i na trasach 🙂


0 komentarzy