Są wyjazdy motocyklowe, które zaczynają się od dokładnie rozpisanej trasy, zarezerwowanych noclegów i planu na każdy dzień. Są też takie, w których najpierw pojawia się pomysł: „jedziemy do Szkocji”, a dopiero później człowiek zastanawia się, z czym właściwie się to wiąże.
W naszym przypadku jednym z powodów była chęć zobaczenia północnej Szkocji, miejsc kojarzonych z filmowymi krajobrazami, historią Bravehearta i plenerami znanymi fanom Harry’ego Pottera. Na zdjęciach wszystko wygląda idealnie: puste drogi, góry, jeziora, zamki i motocyklista pokonujący kolejne zakręty.
Rzeczywistość szybko przypomina jednak, że motocyklowa wyprawa do Szkocji to nie tylko piękne widoki. To również pogoda zmieniająca się kilka razy w ciągu dnia, duże odległości, wąskie drogi, zmęczenie i konieczność odpowiedniego przygotowania.
I właśnie dlatego jest to wyjazd, który pamięta się długo.
Dlaczego Szkocja tak dobrze pasuje do motocykla?
Po wyjechaniu z większych miast zaczyna się dokładnie to, po co wielu motocyklistów rusza w dalszą trasę.
Coraz mniej zabudowań. Coraz więcej przestrzeni. Góry. Doliny. Jeziora. Drogi prowadzące przez miejsca, w których czasami przez dłuższą chwilę nie spotyka się praktycznie nikogo.
To zupełnie inny charakter jazdy niż jednodniowy wypad w okolicach Poznania.
Nie chodzi wyłącznie o pokonywanie kolejnych kilometrów. W Szkocji sama droga staje się jednym z głównych punktów wyjazdu. Co chwilę pojawia się miejsce, przy którym chciałoby się zatrzymać motocykl i po prostu popatrzeć.
Trzeba jednak uważać, żeby właśnie przez te widoki nie popełnić podstawowego błędu – zaplanować zbyt wiele kilometrów na jeden dzień.
Na mapie 300 kilometrów wygląda niewinnie
Planując trasę w domu, łatwo spojrzeć na mapę i stwierdzić:
„300 kilometrów? Przecież to spokojnie zrobimy.”
Tyle że 300 kilometrów autostradą i 300 kilometrów przez szkockie Highlands to dwie zupełnie różne rzeczy.
Wąskie drogi, zakręty, podjazdy, postoje na zdjęcia, tankowanie, zmienna pogoda i ruch turystyczny powodują, że średnia prędkość potrafi być znacznie niższa, niż zakładaliśmy.
Do tego dochodzą charakterystyczne dla Szkocji single track roads, czyli drogi, na których w wielu miejscach mieści się praktycznie tylko jeden samochód.
Co jakiś czas znajdują się przy nich specjalne zatoczki umożliwiające minięcie się pojazdów. Motocyklem oczywiście jest łatwiej niż autem, ale nadal trzeba zachować koncentrację – szczególnie na ślepych zakrętach i wzniesieniach.
Dlatego podczas takiej wyprawy zdecydowanie lepiej zostawić sobie zapas czasu.
Jeżeli dotrzemy do noclegu godzinę wcześniej – świetnie.
Znacznie gorzej, kiedy po całym dniu jazdy zostaje nam jeszcze kilkadziesiąt kilometrów po zmroku i w deszczu.
Szkocka pogoda nie pyta o prognozę
Jednym z najważniejszych elementów przygotowania do jazdy po Szkocji jest odpowiednia odzież.
Słońce podczas śniadania nie oznacza, że za godzinę nadal będzie sucho.
Deszcz nie oznacza natomiast, że będzie padał przez cały dzień.
Pogoda potrafi zmieniać się bardzo szybko. W ciągu jednej trasy możemy trafić na słońce, silny wiatr, mżawkę, intensywny deszcz i ponownie przejaśnienia.
Dlatego przeciwdeszczówka nie powinna znajdować się na samym dnie kufra.
Powinna być pod ręką.
Na dłuższej trasie szczególnie docenia się również:
- wodoodporne rękawice lub zapasową parę,
- dobre buty turystyczne,
- odzież termiczną,
- komin pod kask,
- dodatkową warstwę ocieplającą,
- wodoodporne torby wewnętrzne do kufrów.
Przemoczenie przez pierwsze dwie godziny jazdy potrafi skutecznie zepsuć kolejnych sześć.
Wiatr potrafi zmęczyć bardziej niż kilometry
Deszcz jest oczywisty. Wiatr łatwo zlekceważyć.
Na odkrytych terenach Highlands boczne podmuchy potrafią być naprawdę mocne. Szczególnie odczuwalne jest to podczas jazdy załadowanym motocyklem z kuframi.
Motocykl turystyczny daje w takich warunkach sporą przewagę. Większa masa, odpowiednia owiewka i wygodna pozycja pozwalają pokonywać kolejne kilometry znacznie spokojniej.
Nie oznacza to jednak, że można przestać zwracać uwagę na warunki.
Jeżeli zaczynamy walczyć z motocyklem zamiast czerpać przyjemność z jazdy, czasami najlepszą decyzją jest po prostu krótki postój.
Motocykl na taką wyprawę musi być przede wszystkim wygodny
Daleki wyjazd bardzo szybko weryfikuje nasze wyobrażenie o idealnym motocyklu.
Na krótkiej przejażdżce liczy się silnik, prowadzenie i wygląd.
Po kilku dniach podróży zaczynamy doceniać trochę inne rzeczy:
wygodną pozycję, ochronę przed wiatrem, pojemne kufry, rozsądne spalanie, zasięg i przewidywalne prowadzenie.
Właśnie dlatego motocykle turystyczne oraz turystyczno-adventure tak dobrze sprawdzają się podczas podobnych wyjazdów.
Przykładem jest Honda NT 1100 DCT. To motocykl stworzony właśnie z myślą o pokonywaniu większych dystansów. Automatyczna skrzynia DCT może na początku wydawać się rozwiązaniem przede wszystkim zwiększającym komfort, ale po całym dniu jazdy zaczyna się doceniać ją jeszcze bardziej.
Szczególnie kiedy trasa prowadzi raz szybszą drogą, chwilę później przez serpentyny, następnie przez miejscowość, a potem znowu przez kilkadziesiąt kilometrów otwartej przestrzeni.
Tankowanie – nie czekajmy na ostatnią kreskę
W Polsce zwykle nie zastanawiamy się szczególnie długo nad tankowaniem.
Zapala się rezerwa, więc szukamy stacji.
W słabiej zaludnionych częściach Szkocji lepiej zmienić to podejście.
Jeżeli widzimy stację, a mamy pół zbiornika, czasami warto po prostu zatankować.
Szczególnie kiedy planujemy jechać dalej na północ.
Odległości pomiędzy stacjami mogą być znacznie większe niż w okolicach dużych miast, a nie każda stacja działa przez całą dobę.
Podczas dalekiej podróży warto stosować prostą zasadę:
tankujemy wtedy, kiedy możemy, a nie dopiero wtedy, kiedy musimy.
Ruch lewostronny – pierwsze kilometry wymagają skupienia
Dla osoby jadącej z Polski oczywistą różnicą jest ruch lewostronny.
Na głównych drogach można przyzwyczaić się do niego stosunkowo szybko.
Najwięcej uwagi wymagają jednak skrzyżowania, ronda oraz moment ponownego włączania się do ruchu po postoju.
Po kilku godzinach jazdy wszystko zaczyna przychodzić naturalnie. Problem może pojawić się kolejnego dnia rano, kiedy człowiek rusza spod hotelu lub parkingu i przez moment działa automatycznie według przyzwyczajeń z Polski.
Dlatego nawet po kilku dniach warto zachować koncentrację.
Nie każdy dzień musi być rekordem
Daleka wyprawa motocyklowa nie jest konkursem na liczbę przejechanych kilometrów.
Jeżeli mamy przed sobą wyjątkowo ciekawy fragment trasy, warto zostawić sobie czas na postoje.
Zatrzymać się.
Zjechać z głównej drogi.
Zrobić zdjęcie.
Wypić kawę.
Podejść kilkaset metrów do punktu widokowego.
To właśnie takie momenty często pamięta się później lepiej niż samą liczbę kilometrów widoczną na liczniku.
Dotyczy to szczególnie Szkocji, gdzie praktycznie za każdym zakrętem może pojawić się miejsce warte krótkiego postoju.
Co sprawdzić w motocyklu przed daleką wyprawą?
Nawet najlepszy motocykl turystyczny niewiele pomoże, jeżeli przed wyjazdem zaniedbamy podstawowe przygotowanie techniczne.
Przed trasą obejmującą kilka tysięcy kilometrów warto dokładnie sprawdzić między innymi:
- stan i ciśnienie opon,
- grubość klocków hamulcowych,
- poziom płynów,
- oświetlenie,
- stan napędu,
- akumulator,
- mocowanie kufrów,
- podstawowe elementy zawieszenia.
Jeżeli opona wygląda tak, jakby „jeszcze tę trasę zrobiła”, rozsądniej wymienić ją przed wyjazdem.
Na miejscu znalezienie odpowiedniego serwisu, właściwego rozmiaru opony i wolnego terminu może oznaczać utratę całego dnia podróży.
Co warto zabrać?
Nie chodzi o wożenie ze sobą połowy garażu.
Wystarczy kilka podstawowych rzeczy:
- zestaw do naprawy opony,
- mały kompresor,
- podstawowe narzędzia,
- powerbank,
- ładowarka USB,
- zapasowe rękawice,
- przeciwdeszczówka,
- dokumenty w wodoodpornym opakowaniu,
- podstawowa apteczka.
Do tego warto pobrać mapy offline.
Nawigacja działa dziś bardzo dobrze, ale w dalekiej podróży dobrze mieć rozwiązanie awaryjne, które nie zależy wyłącznie od zasięgu telefonu.
Czy warto jechać motocyklem do Szkocji?
Zdecydowanie tak.
Trzeba tylko wiedzieć, że nie jest to wyjazd, który powinno się planować wyłącznie przez pryzmat pięknych zdjęć z internetu.
Szkocja potrafi być wymagająca.
Może padać.
Może mocno wiać.
Może być zimno.
Plan dnia może rozsypać się przez pogodę albo drogę, która na mapie wyglądała znacznie łatwiej.
Ale właśnie w tym tkwi część uroku takiej podróży.
Kiedy po całym dniu jazdy zatrzymujemy motocykl, zdejmujemy kask i patrzymy na szkockie góry, wcześniejszy deszcz przestaje mieć większe znaczenie.
Zostaje świadomość, że dotarliśmy tam na dwóch kołach.
Najpierw można zacząć trochę bliżej
Nie każdy musi od razu planować kilkutysięczną wyprawę do Szkocji.
Jeżeli dopiero wracasz do motocykli albo chcesz sprawdzić, jak czujesz się podczas dłuższych tras, dobrym początkiem jest jednodniowy lub weekendowy wyjazd z Poznania.
Można w ten sposób sprawdzić własną kondycję, wyposażenie i przede wszystkim motocykl.
A jeżeli nie masz własnej maszyny przystosowanej do dalszej turystyki, wynajem motocykla pozwala przetestować taki sposób podróżowania bez konieczności kupowania motocykla tylko z myślą o kilku wyjazdach w roku.
W naszej wypożyczalni w Poznaniu stawiamy przede wszystkim na motocykle, którymi sami chcielibyśmy ruszyć w trasę – wygodne, sprawdzone i przygotowane do jazdy.
Bo niezależnie od tego, czy celem jest Wielkopolska, polskie góry czy północna Szkocja, jedna rzecz się nie zmienia:
pewna maszyna pozwala skupić się na tym, co w motocyklowej podróży najważniejsze – na samej drodze.


0 komentarzy